Ok. To nie Reebok leci w członka, ale agencja Arbo Vision, która nie posiada nawet sprawnej strony internetowej, a już chce brać się za PR w Internecie. I to dla dużego klienta (sic!). Ciekawe kto, komu i gdzie wsadził, żeby klepnąć taki numer.
No dobra, ale do rzeczy. Przed kilkoma tygodniami, a dokładnie 14 lipca, pewna praktykantka wspomnianej agencji (bo to chyba ma być agencja – nie wiem, bo strona nie działała wtedy i nadal nie działa) przesłała wiadomość o treści:
„Szanowni Państwo, Czy byliby Państwo zainteresowani współpracą barterową z marką Reebok? Robię bazę danych najciekawszych blogów dla klienta i Państwa strona mnie zainteresowała.”
Trochę bardziej ogarnięci w tematyce marketingu Wszyscy kumaci od razu zauważą, że jest to wiadomość wysyłana hurtowo, czego potwierdzeniem jest choćby to, że kilka osób, które znam i które również prowadzą swoje blogi, dostało wiadomość o identycznej treści. Pierwszy strzał – tym razem w stopę.
Jako że z założenia nie odrzucam ofert na tym etapie, a w stopce maila widniał podpis „praktykantka” podszedłem do oferty z dużym dystansem i pobłażliwością.
Odpisując: „Zawsze staramy się być otwarci na ciekawe modele współpracy. Proszę przybliżyć na czym konkretnie miałaby polegać współpraca między artique.pl a marką Reebok?” nie liczyłem na wiele, ale ciekawość przeważyła i chciałem szybko dostać odpowiedź.
Następnego dnia otrzymałem kolejną porcję mailingu z bazy „do wysłania w drugiej kolejności”, czyli kolejna porcja hurtowego spamu. W tym mailu miła pani prosiła o podanie danych dotyczących odwiedzin bloga. Tym razem wiadomość była już kierowana do jakiejś Pani. Cóż, widocznie więcej kobiet udało się zebrać w bazie tych najciekawszych blogów… Drugi strzał, w kolejną stopę!
No nic. To już dwie wiadomości, a nadal nie wiedziałem czego tak naprawdę ma dotyczyć ta wspaniała współpraca i dlaczego już teraz powinienem piać z radości i wychwalać pod niebiosa markę reebok.
Minął miesiąc, a ja zdążyłem zapomnieć o tej ofercie…
Aż do teraz, tj. 22 sierpnia 2011.
Przemiła pani praktykantka znów się odezwała, a może jakiś równie wspaniały opiekun jej praktyki przypomniał sobie, że przecież jest klient do oskubania, więc czemu by nie cisnąć tematu dalej..
Już na początku wiadomości pojawił się szeroki uśmiech na mojej twarzy. Ba! Komu by się nie pojawił, gdy oferta jest tak cholernie atrakcyjna!
„W odniesieniu do naszej korespondencji nt. współpracy z marką Reebok wracam z konkretną propozycją.
W zamian za publikację otrzyma Pan komplet ubrań, na który składa się:
- 1 para butów
- 2 t-shirty,
- bluza.”
Czyli co my tu mamy? Buty – 200-300zł, 2 t-shirty – 150zł, bluza – 150zł. Suma – 500-600zł. To czy jest to warte uwagi, każdy sobie odpowie sam. Tylko za co? W prawdzie napisane jest wyraźnie „za publikację” – czyli jedną sztukę tekstu, ale mam co do tego wątpliwości.
Za to już teraz mogę przejrzeć katalog, przesłany w załączeniu do maila i wybrać sobie, które rarytasy z bogatej kolekcji, są dla mnie najciekawsze. Tylko moment! Ktoś już to zrobił za mnie, w przesłanym katalogu, który jest zeskanowaną gazetką klasy „Z”, już ktoś zdążył zakreślić ołówkiem wybrane modele. (sic!)
Zobaczcie sami:
No dobra, starczy tych skanów, choć było ich oczywiście więcej. Cóż. Zastanawiam się czy ktokolwiek z tej przeznakomitej agencji czyta ten blog aktywnie i zagląda tu choćby kilka razy w tygodniu (skoro zainteresował do tego stopnia by wyjść z taką znakomicie skrojoną ofertą współpracy). Zastanawiam się czy odpisać pani praktykantce i wybrać tę odzież, a następnie dość szczerze opisać jej jakość lub przetestować w jakiś kreatywny sposób.
Mówiąc krótko, dla mnie jest to klasyczny przykład, jak nie postępować z blogerami. Jak nie planować akcji w tzw. blogosferze. Jak nie strzelać sobie samobója. Może Wy macie inne zdanie, chętnie podyskutuję.
A może macie pomysł jak kontynuować tę dość ciekawą korespondencję?





Pingback: ArboVision - robisz to źle! Czyli oficjalne stanowisko agencji | artique.pl | lifestyle blog
Pingback: Reebok + bloger = porażka | Kominek TV
Pingback: Reebok zachowuje twarz | artique.pl | lifestyle blog
Pingback: Blogerów relacje z firmami: jakoś czy jakość? | Bartek Brzoskowski | Brzoskowski.pl