„Odnowiona wersja klasycznego męskiego okrycia: adidas Originals blue Trench Coat. Zamki błyskawiczne na piersi i z przodu: współczesna, miejska wersja klasycznego, wyrafinowanego stylu.”
Cóż, wydaje mi się, że jestem za mało wyrafinowany i za mało współczesny, bo owe wdzianko wcale mi się nie podoba. Co dziwniejsze, gdy zobaczyłem w katalogu uznałem, że koniecznie muszę to mieć. Najbardziej mylące jest to, że na zdjęciach faktycznie prezentuje się dużo, dużo! lepiej niż na żywo. I tu przestroga dla Was, jeśli możecie, zawsze sprawdźcie jak wygląda dany ciuch na żywo. Bo potem będzie płacz i zgrzytanie zębami jak u mnie.
Nie wiem czym musiałem być wtedy odurzony i jak różowe okulary mieć na nosie, że patrząc w katalog spodobał mi się ten łach (zmienić potem na ciuszek i pamiętać, żeby następnym razem wziąć dawkę o połowę mniejszą).
Gdy już paczka przyturlała się kurieromobilem, otworzyłem ją i nie mogłem oczom uwierzyć. Kurtko-marynarko-coś patrzyło na mnie i chciało wzrokiem kotka ze szreka przekonać, że jednak jest warte mojej uwagi.
Nie jest!
I choć wiem, że znajdzie wśród was wielu zwolenników, a i dobrze, ja w tym chodzić nie zamierzam. Jest to rzecz odrażająca (zamienić na brzydka, żeby nie było zbyt dosadnie).
I to jeszcze nie koniec! Czas wyprowadzić kilka celnych prostych i zakończyć prawym sierpowym, śląc łach na deski!
Lewy prosty – „to coś”(będę używał tego określenia, bo brak mi synonimów) posiada pasek ze sprzączką rodem z tornistra jaki nosiło się w latach ’80. Sam byłem wtedy zbyt mały, żeby pamiętać. Ale swój pierwszy odziedziczyłem po starszym bracie i miał dokładnie tak gównianą sprzączkę. (mogłem go zachować, miałbym oldskulowe zamienniki).
Drugi lewy prosty – szeleści. I nie jest to tak miły szelest jak świeżo wydrukowane banknoty pocierane o siebie. Szeleści to jak tani, ortalionowy drelich z bazaru od skośnookich przybyszy z bardzo dalekiego wschodu.
Trzeci lewy prosty – Gniecie się to jak ciasto na wigilijne pierogi z kapustą i grzybami (jedna z moich ulubionych potraw, ale to skreślić bo nie ma związku). Nawet po wyjęciu z kartonu, mimo iż było fabrycznie zapakowane, złożone przez wykwalifikowanych składaczy ciuchów, było pogięte i wyglądało jak psu z gardła wyciągnięte. Poświęciłem się, ponosiłem „to coś” godzin kilka i cóż, wyglądało jakby wspomniany pies to zjadł, zwrócił, zjadł po raz kolejny i jeszcze raz zwrócił.
Prawy sierpowy i kończymy walkę. Sędzia liczy. Łach leży i już mu nawet oczy kota ze szreka nie pomagają. zero litości. Tłum wiwatuje. Unoszę ręcę w geście zwycięstwa.
Jeśli ktoś z Was jest w stanie mnie przekonać, że to ciuch fajny, da się go nosić itp. to śmiało! Może ja o czymś nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem, coś mi umknęło…
aha, cena tego czegoś to 600-800zł, w zależności od miejsca. Więc biegiem, kupować! raz raz! nieważne jak wygląda, ważne że ma metkę! i za tę kasę? Prawie darmo!






