To już ostatnia recenzja. Najfajniejsze zostawiłam sobie na deser. W sumie można by było powiedzieć, że nie ma czym się zachwycać, ale uwierzcie mi na słowo ta skromna koszulencja kryje w sobie kilka tajemnic.
Zacznijmy od koloru- kobaltowy. Jeden z modniejszych kolorów minionego sezonu (piszę minionego, bo wszyscy już żyją kolekcją wiosna/lato, w tym i my bo już kilka rzeczy do testów przyszło). Świetnie pasuje do urody wszystkich Wiosenek (mam na myśli typ urody o czym niedługo napiszę wam na moim prywatnym blogu).
Bardzo fajny delikatny materiał (100% organicznej bawełny) jest bardzo przewiewny, ale i ciepły. No dobra nie oszukujmy się bluzka z krótkim rękawem nie sprawdzi się przy tym śnieżnym armagedonie, ale w pomieszczeniu o stałej temperaturze świetnie się sprawdza.
A teraz coś dla kobiet o zaniżonym poziomie własnej wartości – przy piersiach jest przymarszczony materiał, który optycznie powiększa biust. Zauważyłam to dopiero po założeniu jej, co znaczy, że marszczenie jest bardzo subtelne.
Innym super ważnym, ale i oryginalnym aspektem tej koszulki są kieszenie. Uwielbiam takie zaskoczenia. Jakaś tam zwykła koszulka, a tu nagle kieszenie. Czad!
Może niekoniecznie jestem zachwycona tym sznurkowym ściągaczem na dole, ale z drogiej strony gdyby nie on to przypominała by kobaltowy worek na ziemniaki. No i te dyndające sznurki na wysokości kroku… dość irytujące, ale wybaczam jej to.
Pewnie uznacie mnie za total wieśniarę, ale muszę przyznać, że ten ogromny logotyp Adidasa mi się podoba. Nadaje koszulce charakteru. Niekoniecznie w każdej stylizacji się sprawdzi, ale z klasyczną czernią, będzie fajnym akcentem.
A teraz kilka faktów z jej użytkowania:
Nie zmienia kształtu po praniu!
Pracowanie nie należy do najłatwiejszych z powodu wspomnianego ściągacza i marszczeń na wysokości biustu.
Podsumowując daje jej solidne 5 nie zważając na jej minusy. W końcu to jedna z moich ulubionych rzeczy z adidasowej kolekcji.
cena: 149zł





